Patrzysz na posty wyszukane dla hasła: międzynarodowy Rzecznik Praw Obywatelskich





Temat: Torun 2020
Toruń i Bydgoszcz 2020
Upłynęło 15 lat od stworzenia „dwumiasta”. Tereny pomiędzy obu miastami zostały
zabudowane. Superprezydentami „dwumiasta” są od 15 lat wyłącznie ludzie z
Torunia, ponieważ do objęcia tego stanowska konieczna jest jednoczesna aprobata
rektora UMK, senatu UMK, prezydentów Bydgoszczy i Torunia, oraz zgoda Ojca
Dyrektora.

Łącznie oba miasta liczą 900 tys. Jednak pomimo wysiłków rady dwumiasta
Bydgoszcz nadal trochę przewyższa Toruń liczbą mieszkańców, ale jej przewaga
zmniejsza się.

W Bydgoszczy nie ma ani jednej publicznej wyższej uczelni. Akademię Muzyczną
przyłączono do UMK jako wydział artystyczny, a ATR przekształcono w wydział
technologiczny. Z pieniędzy UE zbudowano dla nich budynki w Toruniu i tam
przeniesiono. Natomiast AB rozwiązano aby „nie powielać istniejących
instytucji”, a pracowników zatrudniono na UMK. W Bydgoszczy istnieje jeszcze co
prawda Seminarium Duchowne, ale rada dwumiasta wystąpiła do Stolicy
Apostolskiej z propozycja fuzji z toruńskim seminarium.

Wszyscy studiujący na UMK bydgoszczanie muszą obowiązkowo zaliczać
przedmiot „Prawdziwa historia Bydgoszczy i Torunia’. Senat proponował też aby
na terenie uczelni studenci z Bydgoszczy nosili opaski z literą „B” niestety
pomysłowi temu nadal sprzeciwia się Rzecznik Praw Obywatelskich. Dodatkowo
mieszkańcy Torunia mają pierwszeństwo wobec bydgoszczan podczas rekrutacji na
studia.

Drugą w Toruniu uczelnią niewiele mniejszą uczelnią od UMK jest Wyższa Szkoła
Kultury Społecznej i Medialnej. Jego Magnificencja Rektor Prof. dr hab. Ojciec
Dyrektor Gen. Tadeusz Rydzyk już dawno został mianowany kardynałem i jest
wymieniany jako poważny kandydat na przyszłego papieża.

W Toruniu pojawiły się nowe pomniki marszałków: Grześkowiak i Achramowicza,
którym „dwumiasto” i Toruń zawdzięczają swą potęgę. Stoją obok wcześniejszego
pomnika Marszałka Józefa Piłsudskiego, a miejsce to nazywa się „Skwerem Trzech
Marszałków”. Ostatnio jest bardziej popularne wsród turystów niż pomnik
Kopernika.

Rada dwumiasta pracuje nad projektami dalszego rozwoju. W Interencie już
pojawiły się strony www.torun-poznan.pl, www.torun-gdańsk.pl oraz www.torun-
włocławek.pl Istnieją plany przyłączenia do UMK Politechniki Gdańskiej i
poznańskiego UAM, wywołują one na razie gwałtowne sprzeciwy tamtejszych
ograniczonych i zaściankowych środowisk naukowych. Zachowania takie są śmieszne
i nieuzasadnione zważywszy na słabość tych uczelni. Z kolei przedstawiciele
środowiska które 20 lat temu zasłynęło stworzeniem zasłużonej strony
internetowej występują z propozycją przeniesienia do Torunia niektórych
centralnych instytucji z Warszawy.

Bydgoszcz musiała zapłacić Toruniowi olbrzymie odszkodowanie w wysokości 100
mln $ z tytułu bezprawnych „wywózek instytucji” oraz wieloletniego „bezprawnego
z nich korzystania”
Na szczęście przed bankructwem uratowała miasto dotacja UE oraz
samoopodatkowanie mieszkańców Bydgoszczy.

Za pozyskane pieniądze w Toruniu wybudowano trzy nowe mosty przez Wisłę,
międzynarodowy port lotniczy, oraz nowe miasteczko UMK.
Zbudowano także nowoczesny gmach dla Instytutu Pamięci Torunia, który gromadzi
dowody „wywózek instytucji” do Bydgoszczy oraz archiwizuje wszelkie przykłady
dyskryminacji lub pomijania Torunia przez media.

Każda osoba która chce pełnić jakąkolwiek funkcję publiczną, na podstawie
zarządzenia toruńskiego marszałka jest obowiązana uzyskać z Instytutu
zaświadczenie, że nigdy nie podejmowała antytoruńskiej działalności.

Ostatnio szczególnie głośna stała się tzw. „sprawa Kosieniaka”. Jak ujawnił
Instytut Pamięci Torunia, emerytowany obywatel Bydgoszczy Romuald Kosieniak w
czasach kiedy był wojewodą proponował dyskusję nad przeniesieniem z Torunia do
Bydgoszczy Urzędu Marszałkowskiego. Sytuacja ta wywołała duży skandal w całym
regionie i zmusiła władze Bydgoszczy do wyrażenia oficjalnych przeprosin.

Co roku w rocznicę przeniesienia stolicy województwa z Bydgoszczy do Torunia są
organizowane uroczyste obchody tego tragicznego wydarzenia, aby NIGDY WIĘCEJ
coś tak haniebnego nie miało miejsca.






Temat: Kiedy wreszcie wybuduja obwodnice?
I tu jest pies pogrzebany.
Właśnie z początkiem marca 2005 SM Wola nagle zaczęła wielką akcje protestu.
W informatorze spółdzielni z marca 2005 czytami m.in.

"Nie − dla tras szybkiego ruchu S-7 i S-8
W lutym 2005 r. społecznos´c´ bemowska˛, w tym mieszkanców osiedli naszej Spółdzielni, zbulwersowała wiadomosc´ o zamierzeniach władz dotycza˛cych budowy tras szybkiego ruchu, przecinaja˛cych nasza˛ dzielnice˛ i maja˛cych przebiegac´ w pobliz˙u niedawno wzniesionych wielopie˛trowych budynków mieszkalnych oraz szkół i przedszkoli."

V: SM Wola przedstawia to tak, jakby tam nie było nigdy nic planowane, więc oni zbudowali osiedle, a teraz te złe władze zamierzają pomiędzy nowe bloki wpuścic trasy ekspresowe. Usiłują wmówić ludziom, że SM Wola o niczym nie widziała wcześniej.
Zwracam uwagę na tekst "W lutym 2005 r. społecznosć bemowska˛, w tym mieszkanców osiedli naszej Spółdzielni, zbulwersowała wiadomosc..."
Pytanie - czemy ludzie dowiedzieli się dopiero w lutym 2005?
Piotr Lutynski w innym poście pisze, że on doskonale widział o planach i świadomie kupił mieszkanie.

Dalej:
"A jak te koncepcje przedstawiano? Jedynie w oparciu
o nieaktualne mapy, bez naniesionych budynków mieszkalnych,
które w mie˛dzyczasie powstały. Dlaczego? Bowiem
po uzupełnieniu tych „drobiazgów” okazałoby sie˛, z˙e droga
przebiegałaby mie˛dzy wielopie˛trowymi budynkami mieszkalnymi.
Po co wie˛c to ludziom pokazywac´?"

Pytanie - czemu SM Wola nie pokazywała ludziom mapy Bemowa z zaznaczonymi rezerwami terenu pod trasy, jak kupowali u nich swoje mieszkania?
Większość ich inwestycji obudowująca rezerwy terenu pod trasy to lata 1998-2003.

Pełny informator z początku marca 2005 do ściągniecia ze strony SM Wola.

A teraz inne teksty ze strony internetowej SM Wola (też pochodzące z początków marca)
SM WOLA: "Tocząca się od kilku lat dyskusja nad usytuowaniem tras szybkiego ruchu przebiegających przez Bemowo budzi dużo emocji...."

V: to nie wiem już, czy władze nagle zdecydowały o budowie tras i zakoczyły wszystkich (w tym zarząd SM Wola), czy dyskusja toczy się od lat.

SM WOLA: "Wielkie aglomeracje miejskie bardziej lub mniej rozwiniętych państw Europy zapewniając swobodny przepływ środków transportowych nie przewidują wprowadzenia ruchu tranzytowego do centrów miast lub jego dzielnic. Inaczej jest u nas. "

V: nie bardzo rozumiem tego tekstu. Co u nas jest inaczej? Jeśli coś jest inaczej, to tylko to, że ruch wprowadza się do CENTRUM miasta. Układ obwodnic ma to włąsnie zmienić.
A jak jest w wielkich aglomeracjach?:
www.siskom.waw.pl/europa.htm
SM WOLA:"Jeśli chodzi o Bemowo to tu właśnie ulokowano przebieg trasy S-8, będącej w istocie fragmentem trasy Wschód - Zachód (Paryż, Berlin, Moskwa) i trasy S-7 (N-S) będącej fragmentem Via-Baltica łączącym południe Europy z krajami nadbałtyckimi."

V: test - zupełna bomba. Ambroziakowi zupełnie pomyliły się kierunki.
Teraz też rpozumiem czemu bodajże Lutynski upierał się swego czasu, że S7 to element Via Baltica.

SM WOLA: "Wsłuchując się w głosy opinii publicznej Rada Nadzorcza i Zarząd SM WOLA podjęły działania zmierzające do unicestwienia tych planów. Oprócz działalności w powołanym w marcu br. Komitecie Ochrony Środowiska Naturalnego podjęto inicjatywę wystąpienia do Rzecznika Praw Obywatelskich o rozważenie zgodności z Konstytucją RP i prawem międzynarodowym uchwalonej w dniu 10.04.2003r. Ustawy o szczególnych zasadach przygotowania i realizacji inwestycji w zakresie dróg krajowych."

V: kolejny tekst - bomba.
SM Wola chce uchylenia ustawy dzięki której możliwa jest budowa poza rezerwami terenu. Jeśliby tej ustawy nie było, to nie ma wyjścia - trasa MUSI być prowadzona w starej rezerwie.
Ten sam błąd w rozumowaniu robiło stowarzyszenie z Chomiczówki. Chciaóło przesuniecia S7 w Radiowo, a jednocześnie (zapewne pod wpływem Cesarskiej) walczyło ze specustawą dzieki której przesuniecie tras w Radiowo jest mozliwe.
Najśmieszniejsze jest to, ze Blizne i Groty też chciały zniesienia specustawy. Z tym, że oni przynajmniej na tym by zyskali, bo nie mogłoby być mowy ani o wariancie 3, anie 4 trasy S7.

SM WOLA: "Skierowano także wystąpienia do wszystkich liczących się sił politycznych, ...., O kolejnych podejmowanych działaniach Rada Nadzorcza i Zarząd będzie informował na stronie internetowej SM WOLA i w "Informatorze"."

V: nie będę się wypowiadał co do kolejności kto najpierw się zorganizował.
Faktem jest jednak, że dalsze ciągnięcie protestu było "nadzorowane" przez Ambroziaka.






Temat: Zobacz jak będzie wyglądało Muzeum Historii Polski
mówiąc poważnie...
Uważam, że jakieś Towarzystwo Historyczne czy AK czy Rzecznik Praw
Obywatelskich czy równie zasłużona instytucja powinno złożyć protest
w związku z tym, że wybrana jako Muzeum Historii Polski praca w
żaden sposób nie koresponduje z istotą zadania projektowego, którym
było znalezienie odpowiedzi na pytanie jaki architektoniczno -
urbanistyczny kształt powinna zyskać Instytucja, jaką ma być Muzeum
Historii Polski.

Powinni zbierać podpisy albo petycje. Przykro mi to mówić, bo Pana
Bohdana Paczowskiego znam z jego tekstów jednak jego projekt
zupełnie pozbawiony jakichkolwiek, choćby delikatnych znaczeniowych
nawiązań do zadania projektowego MHP dla mnie w żaden sposób nie
odpowiada na postawione zadanie. Nie znajduję jednej konkretnej
cechy, który ten obiekt pozwoliłby jednoznacznie zdefiniować jako to
Muzeum.

Właśnie to było przecież istotą zadania projektowego - znalezienie
godnego kształtu dla tej Instytucji a tak się nie stało.

Zadaniem projektowym było również to, aby panowały tam optymalne
warunki ekspozycyjne - jednak to nie było najważniejsze. Zadaniem
projektowym było dobre nawiązanie urbanistyczne z kontekstem - ale i
to nie było najważniejsze. Zadaniem było to, aby ziedzający mieli
doskonałe warunki odbierania rozmaitego przekazu dot. historii
Polski ale i to nie było najważniejsze. Należało zaprojektować
budynek optymalny pod konstruncyjnym, funkcjonalnym i w każdym innym
sensie jednak najważniejsze i pewnie tak było to formułowane w
warunkach - należało znaleźć formę oddającą znaczeniowo istotę tej
instytucji - Muzeum Historii Polski.

Natura nie znaosi pustki - w tym przypadku znaczeniowej i w dwa dni
po werdykcie, wyprany z jakichkolwiek cech i tożsamości obiekt
otrzymuje znaczenia - odbiorcy starają się się go jakoś
intelektualnie oswoić. Tymczasem widzimy jakby twarz człowieka,
który absolutnie nic nie wyraża i słyszymy, że jury wybrało go na
naszego reprezentanta. Jestem w stanie wyobrazić sobie, że jest to
jakby kwintesensja wypranego ze wszelkich znaczeń modernistycznego
postulatu modernizmu czy ruchu międzynarodowego w architekturze ale
to jest samo w sobie moim zdaniem sprzeczne z prznaczeniem obiektu -
miało nim być wyrażenie jednak pewnej tożsamości, historii,
dziejów k o n k r e t n e g o narodu. W tym kardynalnym i
absolutnie pierwszym punkcie werdykt jest dla mnie absolutnie
sprzeczny z istitą zadania. Coś absolutnie neutralne, nie niosące
absolutnie jakiegokolwiek znaczenia poza znaczeniem "braku
jakiegokolwiek zabarwienia znaczeniowego" i identyfikujące się z
czymkolwiek poza tym nie może być "znaczącym" to właśnie o co
chodziło - Muzeum Historii Polski.

Kochany Panie Jurorze Rottermund. Powiedział Pan, że cyt. "Uważam,
że Muzeum Historii Polski nie powinno na elewacji sprzedawać żadnej
ideologii. Lepsze jest neutralne opakowanie niż jakaś metafora."

No cóż. Pomijając fakt, iż wprowadzanie i kierowanie się takim
kryterium było przez Pana wpros złamaniem warunków konkursu, którym
było zapewne znalezienie formy dla konkretnej jednak Instytucji, co
zapewne było w rarunkach konkursu.. i zapewne od tego zdania
zaczynały się te warunki - to proszę pamiętać, że to od nidawna
jedynie jakiekolwiek tradycje i kwestie narodowe są "ideologią" a
patriotyzm jest utożsamiony wprost z faszyzmem. Jednak nie dajmy się
ogłupić. Bo w Warszawie, stolicy naszego jeszcze kraju za chwilę
będziemy ostatnim narodem, któremu udało się w jakikolwiek czytelny
sposób zapisać ślad i znak swojej tożsamości. Mamy wielki znak
narodu Rosyjskiego, mamy wielkie znaki narodu Żydowskiego a nas
będzie wyrażać, metaforyzować czy znaczyć (jak zwał tak zwał) nasza
wtłoczona w nas obsesja, że Polak to śmieć i jak cię zapytają sko
jesteś to odpowiedz - z nikąd. Kosmopolityzm jest w istocie
sprzeczny z indywidualizmam. Wiem - zadanie nie bylo proste. Ja się
nie wstydzę, że jestem Polakiem i ten werdykt jest dla mnie
normalnego Polaka nie do przyjęcia.



Temat: Niemcy idą po "nasze"
Niemcy idą po "nasze"
Czy Unia Europejska zwróci dawnym niemieckim właścicielom majątki w Polsce?

"Jesteśmy właścicielami nieruchomości ziemskiej opisanej w księdze
wieczystej miejscowości Kietlice (...) Protestujemy przeciw planowaniom i
dyspozycjom dotyczących naszej własności ziemskiej i zwracamy Państwu uwagę
też na to, że za dokonane lub w przyszłości następujące ingerencje w naszą
posiadłość ziemską lekceważąc nasze prawa własnościowe, pociągniemy Państwa
do odpowiedzialności z celem zadośćuczynienia".

ANDRZEJ DRYSZEL 2004-03-11

To fragment jednego z pism od "wypędzonych", które w tym roku nadeszły do
opolskich władz. Pisane są nieco koślawą polszczyzną i, jak mówi Joanna
Falkowska z Urzędu Wojewódzkiego w Opolu, w ostatnich miesiącach napływa ich
coraz więcej. Podobnie jest w innych regionach ziem zachodnich i północnych.
Listy żądające zwrotu majątków trafiają i do dużych miast, jak Gdańsk czy
Wrocław, i do małych miejscowości. Czy gdy wejdziemy do Unii Europejskiej
może nas zalać rosnąca fala niemieckich roszczeń?

Pretensje do Adolfa

- Jak wnioski o zwrot majątków były po niemiecku, odsyłałem je z uwagą, żeby
pisali po polsku. A gdy pisali po polsku, że ich bezprawnie wypędzono, to
odpisywałem, że wypędzono ich za sprawą kolegi Adolfa, zaś jeszcze wcześniej
był tu Chrobry, myśmy ich nie zapraszali. To takie balony próbne,
sprawdzenie, jak zareagujemy. Więcej podobnych wniosków może się posypać po 1
maja, jak już będziemy w Unii Europejskiej - podsumowuje Zbigniew Gałek, wójt
Postomina koło zachodniopomorskiego Sławna, gdzie również Niemcy starają się
o budynki, które kiedyś do nich należały.

Dokładnie nie wiadomo, ile tysięcy byłych niemieckich właścicieli lub ich
spadkobierców chce odzyskać utracone majątki. Rudi Pawelka, szef Powiernictwa
Pruskiego, mającego ponoć ubiegać się o zwrot mienia, uważa, że majątków
zostało pozbawionych około miliona Niemców. To liczba niezbyt zawyżona, skoro
z Polski wyjechało od 1945 r. ponad 4 mln Niemców. Szacunki wartości
utraconego mienia podawane przez stronę niemiecką są natomiast nader
nieprecyzyjne i wahają się od 6 mld do 30 mld euro.

Zdaniem polskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji,
indywidualne wnioski składane przez obywateli Niemiec do naszych organów
administracji stanowią wyłącznie ich indywidualną inicjatywę, a ponieważ "są
bezprzedmiotowe i nie podlegają rozpatrzeniu w jakimkolwiek trybie", nie są
ewidencjonowane i nie wiadomo, ile ich jest. - Zwrot "mienia poniemieckiego"
w świetle prawa międzynarodowego jest kwestią zamkniętą i prawnie
uregulowaną. Obywatele niemieccy nie mają prawnych podstaw do ubiegania się o
jego zwrot ani w oparciu o prawo międzynarodowe publiczne i prywatne, ani w
oparciu o polskie prawo krajowe - twierdzi Alicja Hytrek, rzecznik MSWiA.

Mocni w słowach

Stanowisko przedstawicieli Polski jest na pozór bardzo zdecydowane. - Nie da
się wykluczyć, że po wejściu Polski do Unii stowarzyszenia "wypędzonych"
Niemców będą próbowały rościć sobie prawa do polskich ziem zachodnich. Te
próby będą jednak nieskuteczne i to jest sprawa oczywista - mówił w Sejmie
minister spraw zagranicznych, Włodzimierz Cimoszewicz. Według prezydenta
Aleksandra Kwaśniewskiego, takich roszczeń być nie może, to są kwestie
niepodważalne. - Ze wszystkich ekspertyz, jakie znam, wynika niezbicie, że
polskie i międzynarodowe ustawodawstwo skutecznie chroni nas przed tymi
działaniami - dodawał premier Leszek Miller.

O tym, że wykluczona jest też wypłata jakichkolwiek odszkodowań za utracone
przez Niemców majątki, polscy dygnitarze już jednak tak wyraźnie nie mówili.
W dodatku podczas rokowań ze stroną niemiecką nasze władze dotychczas
wykazywały dziwną ustępliwość, co sprawiło, iż nie udało się postawić bariery
traktatowej chroniącej nas przed ewentualnymi roszczeniami państwa
niemieckiego.

Nieudolnością zgrzeszył zwłaszcza gabinet Tadeusza Mazowieckiego, negocjujący
traktat o granicy polsko-niemieckiej z listopada 1990 r. Rząd nie zadbał, by
znalazł się tam zapis wykluczający ewentualne roszczenia z tytułu mienia
utraconego przez obie strony. Ten błąd powtórzono w traktacie o dobrym
sąsiedztwie i przyjaznej współpracy między Polską a RFN, zawartym w czerwcu
1991 r. Strona polska, wiedząc, iż władze niemieckie nie zrezygnowały z
możliwości starań o odszkodowania, zaaprobowała mimo to
sformułowanie: "Niniejszy traktat nie zajmuje się sprawami obywatelstwa i
sprawami majątkowymi".

kiosk.onet.pl/art.asp?DB=162&ITEM=1154130&KAT=1293




Temat: Proszę o rzetelną odpowiedź: Czy jako obywatele
nie mam pojęcia.
wiem natomiast jak możnaby skrytykować ten dokument
i specjalnie na tę okazję wyciągnołem coś z archiwum michałków
jest to tekst odnoszący sie do obowiązującej obecnie polskiej
konstytucji, warto przeczytać co o niej niegdyś pisano:
"Dr Krystyna Czuba

TĘ KONSTYTUCJĘ TRZEBA ODRZUCIĆ

Przez kilka lat pracowano nad Konstytucją. Ostatecznie przygotowaly
ją środowiska postkomunistyczno-liberalne, w pośpiechu zatwierdzily
i przekazują Narodowi także w pośpiesznym referendum. Chodzi o to,
aby Konstytucja byla zatwierdzona przed pielgrzymką Ojca Świętego
Jąna Pawła II. Dlaczego? Aby Jan Paweł II nie miał prawa glosu w tej
sprawie, aby postawić Ojca Świętego przed faktem dokonanym:
Konstytucja jest i Naród ją przyjął. Zawartość Konstytucji i
pośpiech w ostatecznej jej redakcji to spisek przeciwko Polsce. Na
czym ów spisek polega'? Jest to wynik umowy tych samych ugrupowań,
które ugodziły się w Magdalence i wprowadziły "grubą kreskę" - czyli
umowy środowisk komunistycznych i liberalnych poza glosem większości
Narodu. Projekt jest pełen haseł demokratycznych, za którymi
kryje się pustoslowie, manipulacja i zagrożenia.

Najgroźniejszym faktem przeciwko demokracji jest odrzucenie
prawa naturalnego, a uznanie wylącznie prawa stanowionego przez
państwo. Prawo stanowione jest w rękach sprawujących władzę. Jest to
groźne, bo czy ja wladza tego prawo. Skreślono zapis mówiący o
zgodności Konstytucji z Powszechną Deklaracją Praw Czlowieka z 1948
r., bo Deklaracja ta jest wyrazem prawa naturalnego. Jest to więc
odrzucenie naszej cwilizacji łacińskicj, a oparcie się o cwilizację
bizantyjsko-turańską, w której prawo stanowione jest podstawą
rządzenia. Takie prawo stwarza totalitaryzm z pozorami demokracji. W
tej Konstyucji jest nawet zwot do Boga. Nic jest to jednak Bóg
Jezusa Chrystusa - Bóg objawienia (Stwórca i Prawodawca), lecz
filozofii New Age, "źródlo ~prawdy, sprawiedliwości, dobra i
piękna". W preambule Konstyucji zapis naszych dziejów zaczyna sil od
1989 r. i nic ma wyraźnego odcięcia się od PRL.

Konstytucja ta promuje liberalizm i ateizm. Odbiera prawa rod zinom.
świadczą o tym m. m. następujące artykuły Art. 53 p. 7 mówi: "Nikt
nie może być obowiąznym przez organy wladzy publicznej do ujawniania
światopoglądu, przekonań religijnych lub wyznania" Jest to tylko
pozorna wolność i ochrona. W rezultacie jest to sprowadzenie
religiiu do sfery prywatności, o której publicznie mówić nie należy
Art. 38 mówi: "Rzeczpospolita Polska zapewnia każdemu czlowiekowi
prawną ochronę życia". Ochrona życia nie uszczególowiona, nie ma
zapisu od poczęcia do naturalnej śmierci, aby bylo miejsce na ustawę
o aborcji i eutanazji. W art. 48 jest zapis. że "rodzice mają prawo
do wychowania, dzieci zgodnie z wlasnymi przekonaniami", ale mąją
także obowiązek wziąć pod uwagę decyzję dziecka. W rezultacie jest
to rozbicie rodziny, gdyż dziecko w szkole jest poddane
indoktrynacji, która ma zmienić jego przekonania. Świadczy o
tym również konstytucyjnie powolyvana instytucja Rzecznika Praw
Dziecka (Art. 72 p. 4).

Konstytucja niszczy polską gospodarkę. Między innymi wskazuje na
to art. 220 p. 2: "Ustawa budżetowa nie może przewidwvać pokrywania
deficytu budżetowego przeż zaciąganie zobowiązania w centralnym banku
państwa". O czym to świadczy'? O tym. że państwo ma pożyczać na
sfinansowanie deticyrtu nie z własnych pieniędzy, leczz banków
komercyjnych polskich lub międzynarodowych. Kredyty w tych bankach,
jak wiemy , są wysoko oprocentowane i prowadzą nieuchronnie do
zadlużenia i upadku gospodarki. Jest to -jak mówią eksperci - bomba
zegarowa podlożona pod polską gospodarkę.
Nie ma w Konstytucji ochrony prawnej własności - w tym polskiej
ziemi - jako zasady ustrojowej, brak także konstytucyjnych podstaw
do przeprowadzenia powszechnego uwlaszczcnia obywateli i
reprywatyzacji.

Konstytucja przekreśla suwerenność Polski i Polaków. W art. 90_jest
następujący zapis: "Rzeczpospolita Polska może na podstawie umowy
międzynarodowej przekazać organizacji międzynarodowej lub organowi
międzynarodowenui kompetencje wladzy państwowej w niektórych
sprawach". Nie ma wyjaśnienia, w jakich sprawach, kiedy i dlaczego,
czyli zawsze i w każdej sprawie jest to możliwe. ,
Art. 96 określa wybory w oparciu o ordynację proporcjonalną. Jest
to ordynacja dobra jedynie dla partii, a nie dla wyborców, nie
promuje ludzi i nie przewiduje odpowiedzialności przed Narodem
poszczególnych parlamentarzystów. Konstytucja jest tak
skonstruowana, że niemal każdy artykuł obwarowany jest ustawami.
Oznacza to, że państwo może dowolnie zmieniać zasady konstytucyjne.
W tych zapisach są szczególne zagrożenia dla naszego życia
spoleczncgo i naszej tożsamości. Tę Konstytucję w referendum należy
odrzucić, aby nie sprzeniewierzyć się Ojczyźnie."




Temat: Eurodeputowany PO kłamcą lustracyjnym i twarz UE
Eurodeputowany PO kłamcą lustracyjnym i twarz UE

Agent Unii nie szkodzi

Stanisław Jałowiecki z Platformy Obywatelskiej, pierwszy w dziejach III RP
lustrowany poseł do Parlamentu Europejskiego, może spać spokojnie – bez
względu na efekt pracy rzecznika interesu publicznego i wyrok sądu
lustracyjnego najprawdopodobniej nie straci mandatu europarlamentarzysty.
Unia Europejska nie zna bowiem pojęcia lustracji i mało ją to obchodzi.

Koledzy Jałowieckiego z PO standardy unijne zignorowali. Należeli do
najzagorzalszych zwolenników wpisania przepisów lustracyjnych do ordynacji
europejskiej. Ale jeśli sąd lustracyjny uzna europosła za kłamcę, tylko od
jego dobrej woli będzie zależała decyzja o złożeniu mandatu.
Przed świętami media obiegła informacja o podważeniu przez sędziego Bogusława
Nizieńskiego oświadczenia lustracyjnego Jałowieckiego. Plotka okazała się
prawdą – 21 grudnia br. europoseł PO przyznał, że rzecznik interesu
publicznego zarzucił mu tzw. kłamstwo lustracyjne. Wniosek o zlustrowanie
Jałowieckiego wpłynął już zresztą do sądu lustracyjnego. Jego wstępne
rozpatrzenie nastąpi najprawdopodobniej już w styczniu 2005 roku. –
Oskarżenie to zostało sformułowane w oparciu o dokumentację wskazującą na
próby zwerbowania mnie przez SB na początku lat 70. Ani wtedy, ani w
jakimkolwiek innym okresie nie podjąłem współpracy z komunistycznym aparatem
przemocy – oświadczył Jałowiecki. Zapowiedział walkę o dobre imię w sądzie
lustracyjnym.
Jednak bez względu na efekt tej walki Jałowiecki nie musi się martwić o swoją
przyszłość. – Kłamca lustracyjny uznany na gruncie narodowym będzie mógł
funkcjonować w płaszczyźnie europejskiej, ponieważ prawo europejskie nie
przewiduje takiej możliwości utraty mandatu – wyjaśnia prof. Genowefa
Grabowska (SdPl), kierownik katedry prawa międzynarodowego i europejskiego
Uniwersytetu Śląskiego oraz posłanka do PE. – Ze strony PE sankcji z tytułu
tzw. kłamstwa lustracyjnego po prostu wyegzekwować się nie da – podkreśla
prof. Grabowska.
Oświadczenia lustracyjne muszą bowiem składać jedynie kandydaci do PE z
obywatelstwem polskim. Kandydaci z obywatelstwem innego państwa UE ubiegający
się o mandat w Polsce są zwolnieni z tego obowiązku. Początkowo prawica
chciała wymusić na wszystkich kandydatach oświadczenia lustracyjne, ale
okazało się to niewykonalne, bo jak Nizieński sprawdziłby, czy np. kandydat
pochodzący z byłej NRD współpracował ze Stasi, albo ze specsłużbami innych
krajów ówczesnego bloku komunistycznego. Fikcją byłoby też liczenie, że
Węgry, Czechy, Słowacja, Rumunia i inne kraje tej części Europy wpuściłyby
urzędników rzecznika interesu publicznego do swoich archiwów.
Nie chcąc się ośmieszać posłowie wyłączyli więc obcych obywateli z obowiązku
składania oświadczeń, ale tym samym usankcjonowali nierówne traktowanie
kandydatów. – Stworzono nierówne szanse, nierówne kryteria dla obywateli UE –
przekonuje prof. Grabowska. W 1993 r. Rada Unii Europejskiej wydała
dyrektywę, w której zakazała dyskryminacji między kandydatami z obywatelstwem
danego państwa a kandydatami niemającymi tego obywatelstwa. Zamiarem
dyrektywy Rady UE było „zapewnienie wszystkim obywatelom Unii, bez względu na
to, czy są obywatelami państwa członkowskiego, czy nie, możliwości
wykonywania w tym państwie swojego prawa głosowania i kandydowania w wyborach
do PE na takich samych warunkach”.
Według prof. Grabowskiej, efektem skazania przez sąd lustracyjny
parlamentarzysty europejskiego powinno być „rozprawienie się z taką osobą w
ramach partii, która go rekomendowała”. – Partia mogłaby zażądać od takiego
parlamentarzysty np. rezygnacji z mandatu w PE – tłumaczy prof. Grabowska.
Jak europosłowie z innych krajów reagują na polską lustrację? Prof.
Grabowska: –ęTo jest dla nich zupełnie obce pojęcie. Może poza niektórymi
kolegami z państw Europy Środkowej i Wschodniej. Natomiast Europa Zachodnia
patrzy na takie kwestie bardzo racjonalnie. Zwraca uwagę na to, kto co
potrafi, jak się zachowuje i czy potrafi współpracować, a nie grzebie się w
historii.




Temat: Muszyński: Niemiecka polityka niezbyt przyjaźnie
Muszyński: Niemiecka polityka niezbyt przyjaźnie
nastawiona do Polski.
serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34174,3989544.html
W przeddzień wizyty kanclerz Angeli Merkel w Polsce dziennik "Berliner
Zeitung" zamieścił wywiad z przedstawicielem polskiego MSZ ds. współpracy
polsko-niemieckiej Mariuszem Muszyńskim, w którym określił obecną politykę
Niemiec jako egoistyczną.

Muszyński: Niemiecka polityka niezbyt przyjaźnie nastawiona do Polski

- Zauważyć należy, że to właśnie po stronie niemieckiej mamy do czynienia z
polityką narodową, w swej istocie egoistyczną i przez to niezbyt przyjaźnie
nastawioną do Polski. Gazociąg Północny nie tylko poważnie narusza polskie
interesy, lecz potencjalnie zagraża również suwerenności państwa polskiego.
Ten przykład pokazuje bardzo dobrze, że w stosunkach polsko-niemieckich wciąż
istnieje asymetria, że nasi niemieccy partnerzy mają trudności ze
zrozumieniem naszych argumentów - powiedział Muszyński w wywiadzie,
opublikowanym w czwartkowym wydaniu "Berliner Zeitung".

Barierą utrudniającą polsko-niemieckie kontakty jest - zdaniem
przedstawiciela MSZ - zbyt mała wiedza o Polsce, "wynikająca z braku
zainteresowania polskim językiem i kulturą, a także niezadowalającej polityki
kształcenia w dziedzinie polonistyki".

" Polacy i Niemcy potrzebują bardziej otwartej dyskusji o narodowych
interesach"

- Niemieckie elity wolno przyzwyczają się do nowej, coraz bardziej
samodzielnej i świadomej linii w polskiej polityce zagranicznej - dodał
Muszyński. Zauważył, że Polacy i Niemcy potrzebują "bardziej otwartej
dyskusji o narodowych interesach". "Doszliśmy do punktu, kiedy wreszcie
trzeba mówić o przemilczanych w minionych 15 latach dwustronnych problemach" -
podkreślił.

Muszyński uznał dotyczące roszczeń niemieckich obywateli wobec Polski
oświadczenia byłego kanclerza Niemiec Gerharda Schroedera i jego ówczesnego
polskiego partnera Marka Belki z 2004 roku za "już niewystarczające z punktu
widzenia prawa międzynarodowego i od początku zbyt słabe z punktu widzenia
Polski".

"Polska jest ofiarą wojen i agresji"

- Polska jest ofiarą wojen i agresji. Działając w duchu pojednania, Polska
nie wysuwa mimo to roszczeń za straty i doznane prześladowania. Z tego powodu
chciałaby otrzymać od niemieckiego rządu gwarancje polityczno-prawne, które
zapewnią, że nie powiedzie się próba zmiany międzynarodowej decyzji sprzed 60
lat za pomocą nowego standardu prawnego. Dla dobra naszych stosunków Niemcy
powinny wyjaśnić ten problem jednoznacznie i ostatecznie w swoim własnym
zakresie - wyjaśnił Muszyński.

"Polski rząd nie widzi w Niemczech wroga"

- Nie jest prawdą, że polski rząd widzi w Niemczech wroga. Od kilku miesięcy
obserwuję wzrastający w niemieckiej prasie trend do używania dla opisu
wzajemnych stosunków pojęć wojskowych, jak wojna, kampania, wrogość, bez
powoływania się na konkretne, ważne decyzje polskiego rządu, które dałoby się
zakwalifikować jako rzeczywiście wrogie lub nacechowane niechęcią - zaznaczył
rozmówca "Berliner Zeitung".

Według niego, w Polsce powszechnie odczuwa się współczucie także dla
przesiedlonych Niemców - tym bardziej, że wiele szczegółów ich cierpień
ujawniono dopiero po upadku komunizmu. "Nie bronimy się przed wspominaniem
ludzkich tragedii. Bronimy się w każdym razie przed fałszywymi oskarżeniami i
fałszywymi wypędzonymi, którzy najpierw wygnali z domu prawowitych
właścicieli i w końcu sami musieli ten dom opuścić i do dzisiaj widzą w nim
swoją własność."

" Niektórzy widzą po stronie polskiej winę i odpowiedzialność nawet za wojnę"

Na uwagę dziennikarza "Beliner Zeitung", iż jest to nawiązanie do Eriki
Steinbach (która urodziła się w 1943 roku w Rumii koło Gdyni jako córka
stacjonującego tam podoficera Luftwaffe), Muszyński odparł: "Niestety w
Niemczech ludzie tacy są nie tylko w kręgu inicjatywy Centrum przeciwko
Wypędzeniom, ale również w polityce. Ukazuje to wywiad, udzielony przez
rzecznika wypędzonych CDU/CSU w Bundestagu Jochena-Konrada Fromme w grudniu
2006 roku gazecie >>Rzeczpospolita<<. Okazuje się tutaj, że niektórzy widzą
po stronie polskiej winę i odpowiedzialność za te wydarzenia, a nawet za
wojnę. Dlatego Polska ma duże obawy, iż takie koncepcje mogą zostać użyte
przeciwko dobremu sąsiedztwu".




Temat: Polska wycofuje się z konferencji Durban II !!!
Polska wycofuje się z konferencji Durban II !!!
20.04.2009.
Polska podjęła decyzję o wycofaniu się z uczestnictwa w Konferencji
Przeglądowej Światowej Konferencji ONZ przeciwko Rasizmowi, Dyskryminacji
Rasowej, Ksenofobii oraz Związanej z Nimi Nietolerancji (Durban II),
poinformował wieczorem rzecznik MSZ.

W komunikacie MSZ podkreślono, że zwalczanie i zapobieganie zjawiskom
rasizmu, dyskryminacji rasowej, ksenofobii i związanej z nimi nietolerancji,
zarówno na szczeblu międzynarodowym, jak i narodowym, są priorytetowymi
zadaniami Polski w dziedzinie ochrony praw człowieka.

Polska uczestniczyła do samego końca w przygotowaniach do konferencji,
która odbędzie się w Genewie 20-24 kwietnia. Mieliśmy nadzieję, że pozwoli ona
na zjednoczenie i wzmocnienie wysiłków społeczności międzynarodowej w walce z
rasizmem we wszystkich jego przejawach, głosi komunikat.

Niestety mamy jednak podstawy, aby obawiać się, że Konferencja zostanie
wykorzystana ponownie - tak jak miało to miejsce w 2001 r. w Durbanie - jako
forum niedopuszczalnych wystąpień, działań sprzecznych z duchem szacunku dla
innych ras i religii. Nasz szczególny sprzeciw budzą wszelkie zapowiedzi
wprowadzania w trakcie konferencji antysemickich wątków. Nie tylko
zdyskredytuje to jej przesłanie, lecz także uniemożliwi obiektywną,
merytoryczną dyskusję o problemie rasizmu, czytamy w komunikacie.

Jednocześnie zapewniono, że Polska z determinacją będzie kontynuować
działania przeciwko przejawom rasizmu, dyskryminacji rasowej, ksenofobii i
związanej z nimi nietolerancji w celu ostatecznego wyeliminowania tych zjawisk.

Bojkot konferencji w Durbanie wśród państw Unii Europejskiej
zapoczątkowały Włochy. Władze tego kraju ogłosiły, że nie wezmą udziału w
obradach na znak protestu przeciwko projektowi dokumentu końcowego obrad, w
którym znalazły się według nich treści antysemickie.

Następnie szef włoskiej dyplomacji Franco Frattini apelował do wszystkich
krajów UE, by uczyniły podobny krok. Gdy tak się nie stało, Frattini
oświadczył: "Niestety jeszcze raz Europa nie trzyma się razem".

- Nie zamierzam milczeć, kiedy sprawa dotyczy fundamentalnych zasad Karty
Praw Podstawowych Unii Europejskiej - dodał włoski minister spraw
zagranicznych w wywiadzie prasowym. Przypomniał, że jedną z tych zasad jest
"totalne odrzucenie antysemityzmu".

Tymczasem w pierwotnie przygotowanym projekcie dokumentu znalazło się
między innymi następujące stwierdzenie: "Polityka Izraela na terytoriach
palestyńskich stanowi pogwałcenie praw człowieka, zbrodnię przeciwko ludzkości
i współczesną formę apartheidu".

Kolejny sporny akapit brzmiał: "Wyrażamy zaniepokojenie dyskryminacją
rasową ze strony Izraela wobec Palestyńczyków i obywateli syryjskich na
okupowanych Wzgórzach Golan. Izrael zagraża międzynarodowemu pokojowi i
bezpieczeństwu".

Z udziału w konferencji wycofały się także Stany Zjednoczone, Izrael,
Kanada, Australia i Nowa Zelandia. Krytycy spotkania twierdzili od początku,
że państwa arabskie wykorzystają je jako forum do ataków na Izrael.




Temat: Polska bojkotuje DURBAN!!!!!!!!!!
Polska bojkotuje DURBAN!!!!!!!!!!
www.ynetnews.com/articles/0,7340,L-3703589,00.html
20.04.2009.
Polska podjęła decyzję o wycofaniu się z uczestnictwa w Konferencji
Przeglądowej Światowej Konferencji ONZ przeciwko Rasizmowi, Dyskryminacji
Rasowej, Ksenofobii oraz Związanej z Nimi Nietolerancji (Durban II),
poinformował wieczorem rzecznik MSZ.


W komunikacie MSZ podkreślono, że zwalczanie i zapobieganie zjawiskom
rasizmu, dyskryminacji rasowej, ksenofobii i związanej z nimi nietolerancji,
zarówno na szczeblu międzynarodowym, jak i narodowym, są priorytetowymi
zadaniami Polski w dziedzinie ochrony praw człowieka.


Polska uczestniczyła do samego końca w przygotowaniach do konferencji,
która odbędzie się w Genewie 20-24 kwietnia. Mieliśmy nadzieję, że pozwoli ona
na zjednoczenie i wzmocnienie wysiłków społeczności międzynarodowej w walce z
rasizmem we wszystkich jego przejawach, głosi komunikat.

Niestety mamy jednak podstawy, aby obawiać się, że Konferencja zostanie
wykorzystana ponownie - tak jak miało to miejsce w 2001 r. w Durbanie - jako
forum niedopuszczalnych wystąpień, działań sprzecznych z duchem szacunku dla
innych ras i religii. Nasz szczególny sprzeciw budzą wszelkie zapowiedzi
wprowadzania w trakcie konferencji antysemickich wątków. Nie tylko
zdyskredytuje to jej przesłanie, lecz także uniemożliwi obiektywną,
merytoryczną dyskusję o problemie rasizmu, czytamy w komunikacie.

Jednocześnie zapewniono, że Polska z determinacją będzie kontynuować
działania przeciwko przejawom rasizmu, dyskryminacji rasowej, ksenofobii i
związanej z nimi nietolerancji w celu ostatecznego wyeliminowania tych zjawisk.

Bojkot konferencji w Durbanie wśród państw Unii Europejskiej
zapoczątkowały Włochy. Władze tego kraju ogłosiły, że nie wezmą udziału w
obradach na znak protestu przeciwko projektowi dokumentu końcowego obrad, w
którym znalazły się według nich treści antysemickie.

Następnie szef włoskiej dyplomacji Franco Frattini apelował do wszystkich
krajów UE, by uczyniły podobny krok. Gdy tak się nie stało, Frattini
oświadczył: "Niestety jeszcze raz Europa nie trzyma się razem".

- Nie zamierzam milczeć, kiedy sprawa dotyczy fundamentalnych zasad Karty
Praw Podstawowych Unii Europejskiej - dodał włoski minister spraw
zagranicznych w wywiadzie prasowym. Przypomniał, że jedną z tych zasad jest
"totalne odrzucenie antysemityzmu".

Tymczasem w pierwotnie przygotowanym projekcie dokumentu znalazło się
między innymi następujące stwierdzenie: "Polityka Izraela na terytoriach
palestyńskich stanowi pogwałcenie praw człowieka, zbrodnię przeciwko ludzkości
i współczesną formę apartheidu".

Kolejny sporny akapit brzmiał: "Wyrażamy zaniepokojenie dyskryminacją
rasową ze strony Izraela wobec Palestyńczyków i obywateli syryjskich na
okupowanych Wzgórzach Golan. Izrael zagraża międzynarodowemu pokojowi i
bezpieczeństwu".

jewish.org.pl




Temat: Newsweek popiera centrum wypędzonych w Berlinie !
I żeby wszyscy wiedzieli o co naprawdę chodzi
Te całe łzawe gadanie o wypędzeniach tyle lat po wojnie to kpina w żywe oczy.
Wypędzony dziadek z babcią siedzą w domu starców, a wnuczek kombinuje.
Im chodzi tylko o to :
Spółka nosi nazwę Preussiche Treuhand GmbH & Co. i powstała z inicjatywy
ziomkostw Ślązaków, Prus Wschodnich i Pomorzan.

Przewodniczącym rady nadzorczej spółki jest szef ziomkostwa Ślązaków Rudi
Pawelka. Jego zastępcą: Hans G?nther Parplies, zarazem wiceprzewodniczący
Związku Wypędzonych (BdV), zrzeszającego 21 ziomkostw. Obaj twierdzą, że jest
to prywatna inicjatywa, która zmierza do zapewnienia równego traktowania
Niemców w procesie reprywatyzacji w Polsce.

- To punkt wyjściowy naszych starań - powiedział "Rz" Pawelka. Mimo aktywnej
działalności obydwu panów w BdV, Związek Wypędzonych twierdzi, że nie ma z całą
tą sprawą nic wspólnego. Jego rzecznik Walter Stratmann powiedział "Rz", że
instytucja powiernicza jest prywatną i niezależną inicjatywą. - Naszym zdaniem
nie ma obecnie podstaw prawnych zgłaszania żądań odszkodowawczych - twierdzi
Stratmann.

W oficjalnych dokumentach BdV znajdują się jednak żądania uwzględnienia
niemieckich wypędzonych w procesie zwrotu majątków skonfiskowanych przez władze
komunistyczne. Przewodnicząca Związku Erika Steinbach mówiła wyraźnie "Rz", iż
oczekuje "symbolicznego gestu" z polskiej strony w sprawie odszkodowań.

- Musi to być zorganizowane w taki sposób, aby nikt nie był dyskryminowany z
powodu swego pochodzenia ani przynależności państwowej - dodaje Pawelka. Jego
zdaniem niemieccy wypędzeni powinni mieć prawo dochodzenia swych roszczeń
odszkodowawczych w Polsce. Instytucją powierniczą mogłoby być Prussian Claims
Society (na wzór Jewish Claims Conference). Pawelka potwierdza, że kilkaset
osób ze środowisk wypędzonych jest zainteresowanych funkcjonowaniem takiej
instytucji reprezentującej ich interesy.

Berliński adwokat Stefan Hambura, zajmujący się problematyką roszczeń
niemieckich wypędzonych, twierdzi, że opierają się oni na opiniach prawnych, z
których wynika, że własność wypędzonych, względnie przysługujące im roszczenia
restytucyjne, nie wygasły. Traktat polsko-niemiecki z 1991 roku nie reguluje
tych problemów, co w środowiskach wypędzonych traktowane jest jako możliwość
uzyskania odszkodowań. Niemiecki rząd nie popiera jednak takich roszczeń.

Rzeczniczka niemieckiego MSZ podkreśliła jednak we wczorajszej wypowiedzi
dla "Rz", że obydwa rządy reprezentują odmienne stanowiska prawne w sprawach
wypędzenia. Rząd niemiecki uważa, że wywłaszczenia dokonane bez odszkodowań
były niezgodne z prawem międzynarodowym. Polski jest innego zdania. Oba są
jednak zgodne, że "sprawy przeszłości nie powinny obciążać przyszłości".

Według Hambury po przystąpieniu Polski do UE należy się liczyć z pozwami
wypędzonych składanych w polskich sądach. Założona przez ziomkostwa Pomorzan,
Prus Wschodnich, Ślązaków instytucja powiernicza ma za zadanie sfinansowanie
tych procesów. Wypędzeni liczą też na to, że po odrzuceniu ich pozwów przez
sądy polskie będą dochodzić swych roszczeń w Europejskim Trybunale
Sprawiedliwości w Luksemburgu.

Z wypowiedzi Pawelki wynika, że nie jest wykluczone, iż Preussiche Treuhand
GmbH rozpocznie batalię prawną, występując w imieniu Niemców, którzy nie
opuścili Polski w 1945 roku, lecz znacznie później. W grę wchodzić może grupa
Niemców z Wałbrzycha, która kilka lat po wojnie pracowała w tamtejszych
kopalniach węgla.

Uniknięcie pozwów wypędzonych byłoby możliwe, gdyby państwo niemieckie zrzekło
się w imieniu swych obywateli roszczeń majątkowych w Polsce - wtedy wszelkie
pretensje musieliby kierować pod adresem rządu niemieckiego. Koszty takiego
rozwiązania nie musiałyby być duże, gdyż z niemieckiej kasy państwowej
wypłacono już wypędzonym spore odszkodowania. Po drugie: Trybunał Konstytucyjny
wydał w 2000 roku orzeczenie dotyczące nieruchomości, które w latach 1945 -
1949 zostały wywłaszczone przez radzieckie władze okupacyjne i władze NRD. Na
jego mocy odszkodowania za takie nieruchomości są nieomal symboliczne. Podobnie
mogłoby być w przypadku wypędzonych. Rząd niemiecki nie zamierza jednak
zmieniać swej oceny prawnej dotyczącej wywłaszczeń majątkowych Niemców z byłych
niemieckich terenów wschodnich. Eksperci rządowi są zdania, że rząd nie może
też zrezygnować z jakichkolwiek roszczeń cywilnoprawnych.

www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_031002/swiat/swiat_a_2.html
I ZWRÓĆCIE UWAGĘ NA OSTATNIE ZDANIE !




Temat: "Newsweek" popiera centrum wypędzonych w Berlinie
Żeby wszyscy wiedzieli o co naprawdę chodzi !
Te całe łzawe gadanie o wypędzeniach tyle lat po wojnie to kpina w żywe oczy.
Wypędzony dziadek z babcią siedzą w domu starców, a wnuczek kombinuje.
Im chodzi tylko o to :
Spółka nosi nazwę Preussiche Treuhand GmbH & Co. i powstała z inicjatywy
ziomkostw Ślązaków, Prus Wschodnich i Pomorzan.

Przewodniczącym rady nadzorczej spółki jest szef ziomkostwa Ślązaków Rudi
Pawelka. Jego zastępcą: Hans G?nther Parplies, zarazem wiceprzewodniczący
Związku Wypędzonych (BdV), zrzeszającego 21 ziomkostw. Obaj twierdzą, że jest
to prywatna inicjatywa, która zmierza do zapewnienia równego traktowania
Niemców w procesie reprywatyzacji w Polsce.

- To punkt wyjściowy naszych starań - powiedział "Rz" Pawelka. Mimo aktywnej
działalności obydwu panów w BdV, Związek Wypędzonych twierdzi, że nie ma z całą
tą sprawą nic wspólnego. Jego rzecznik Walter Stratmann powiedział "Rz", że
instytucja powiernicza jest prywatną i niezależną inicjatywą. - Naszym zdaniem
nie ma obecnie podstaw prawnych zgłaszania żądań odszkodowawczych - twierdzi
Stratmann.

W oficjalnych dokumentach BdV znajdują się jednak żądania uwzględnienia
niemieckich wypędzonych w procesie zwrotu majątków skonfiskowanych przez władze
komunistyczne. Przewodnicząca Związku Erika Steinbach mówiła wyraźnie "Rz", iż
oczekuje "symbolicznego gestu" z polskiej strony w sprawie odszkodowań.

- Musi to być zorganizowane w taki sposób, aby nikt nie był dyskryminowany z
powodu swego pochodzenia ani przynależności państwowej - dodaje Pawelka. Jego
zdaniem niemieccy wypędzeni powinni mieć prawo dochodzenia swych roszczeń
odszkodowawczych w Polsce. Instytucją powierniczą mogłoby być Prussian Claims
Society (na wzór Jewish Claims Conference). Pawelka potwierdza, że kilkaset
osób ze środowisk wypędzonych jest zainteresowanych funkcjonowaniem takiej
instytucji reprezentującej ich interesy.

Berliński adwokat Stefan Hambura, zajmujący się problematyką roszczeń
niemieckich wypędzonych, twierdzi, że opierają się oni na opiniach prawnych, z
których wynika, że własność wypędzonych, względnie przysługujące im roszczenia
restytucyjne, nie wygasły. Traktat polsko-niemiecki z 1991 roku nie reguluje
tych problemów, co w środowiskach wypędzonych traktowane jest jako możliwość
uzyskania odszkodowań. Niemiecki rząd nie popiera jednak takich roszczeń.

Rzeczniczka niemieckiego MSZ podkreśliła jednak we wczorajszej wypowiedzi
dla "Rz", że obydwa rządy reprezentują odmienne stanowiska prawne w sprawach
wypędzenia. Rząd niemiecki uważa, że wywłaszczenia dokonane bez odszkodowań
były niezgodne z prawem międzynarodowym. Polski jest innego zdania. Oba są
jednak zgodne, że "sprawy przeszłości nie powinny obciążać przyszłości".

Według Hambury po przystąpieniu Polski do UE należy się liczyć z pozwami
wypędzonych składanych w polskich sądach. Założona przez ziomkostwa Pomorzan,
Prus Wschodnich, Ślązaków instytucja powiernicza ma za zadanie sfinansowanie
tych procesów. Wypędzeni liczą też na to, że po odrzuceniu ich pozwów przez
sądy polskie będą dochodzić swych roszczeń w Europejskim Trybunale
Sprawiedliwości w Luksemburgu.

Z wypowiedzi Pawelki wynika, że nie jest wykluczone, iż Preussiche Treuhand
GmbH rozpocznie batalię prawną, występując w imieniu Niemców, którzy nie
opuścili Polski w 1945 roku, lecz znacznie później. W grę wchodzić może grupa
Niemców z Wałbrzycha, która kilka lat po wojnie pracowała w tamtejszych
kopalniach węgla.

Uniknięcie pozwów wypędzonych byłoby możliwe, gdyby państwo niemieckie zrzekło
się w imieniu swych obywateli roszczeń majątkowych w Polsce - wtedy wszelkie
pretensje musieliby kierować pod adresem rządu niemieckiego. Koszty takiego
rozwiązania nie musiałyby być duże, gdyż z niemieckiej kasy państwowej
wypłacono już wypędzonym spore odszkodowania. Po drugie: Trybunał Konstytucyjny
wydał w 2000 roku orzeczenie dotyczące nieruchomości, które w latach 1945 -
1949 zostały wywłaszczone przez radzieckie władze okupacyjne i władze NRD. Na
jego mocy odszkodowania za takie nieruchomości są nieomal symboliczne. Podobnie
mogłoby być w przypadku wypędzonych. Rząd niemiecki nie zamierza jednak
zmieniać swej oceny prawnej dotyczącej wywłaszczeń majątkowych Niemców z byłych
niemieckich terenów wschodnich. Eksperci rządowi są zdania, że rząd nie może
też zrezygnować z jakichkolwiek roszczeń cywilnoprawnych.

I ZWRÓĆCIE UWAGĘ NA OSTATNIE ZDANIE !




Temat: Jak PiS zdobywa katowice
Jak PiS zdobywa katowice
Jak PiS zdobywa prezydenta Katowic

Przemysław Jedlecki, Katowice 05-08-2006, ostatnia aktualizacja 04-08-2006
20:12

Albo startujesz pod szyldem PiS, albo zapomnij o wsparciu rządu dla Katowic -
tak śląski PiS namawia bezpartyjnego faworyta w wyborach prezydenta Katowic

Piotr Uszok rządzi miastem już drugą kadencję. Do tej pory wygrywał wybory na
prezydenta Katowic jako kandydat bezpartyjny, cztery lata temu już w
pierwszej turze. Nie dał wtedy szans nawet Andrzejowi Sośnierzowi, bardzo
popularnemu politykowi w mieście, który niegdyś był w PO, a dziś jest
kandydatem PiS na prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia.

Również w tegorocznych wyborach Uszok jest wyborczym pewniakiem - mieszkańcy
cenią go, ma opinię dobrego gospodarza. Za jego kadencji zbudowano w
Katowicach nowe drogi, remontowana jest kanalizacja, odnawia się zabytkowe
kamienice w śródmieściu.

Od kilku miesięcy Platforma i PiS namawiają Uszoka, by startował pod ich
szyldem. Nic dziwnego, partia, której udałoby się go namówić na start w jej
barwach, mogłaby się potem chwalić, że zdobyła władzę w stolicy Górnego
Śląska.

Uszok się jednak opiera, chce walczyć o wyborców tylko pod własnym nazwiskiem.

PiS nie daje za wygraną. Jego działacze mówią, że zrobią wszystko, by
przekonać Uszoka do startu w barwach ich partii. Jeśli się nie zgodzi,
przygotowali mocny argument. - Inwestycje w mieście zależą od rządu - mówi w
rozmowie z "Gazetą" jeden z lokalnych polityków PiS. A Piotr Pietrasz,
rzecznik śląskiego PiS, nie pozostawia wątpliwości: - Rozumiem, że prezydent
Uszok ceni sobie swoją bezpartyjność, ale powinien wziąć pod uwagę argument o
inwestycjach.

Katowice potrzebują kolejnych inwestycji. Ma tu powstać Międzynarodowe
Centrum Kongresowe, trzeba przebudować zaniedbany i brudny dworzec kolejowy,
na dokończenie czeka trasa szybkiego ruchu prowadząca przez miasta
aglomeracji śląskiej. Nie da się tego zrobić bez pomocy z budżetu państwa.

Informacje o tym, że PiS chce szantażować Uszoka pieniędzmi na inwestycje,
dotarły już do katowickiego magistratu. - Oglądamy telewizję i zdajemy sobie
sprawę, że PiS chce zdominować samorządy. Jesteśmy przekonani, że prezydent
sobie z tym poradzi - komentują anonimowo w rozmowie z "Gazetą" katowiccy
urzędnicy.

Piotr Uszok nigdy nie należał do żadnej partii. O swoich poglądach mówi: -
Prawicowe. Wiadomo jednak, że wiele pomysłów Prawa i Sprawiedliwości, w tym
ostatnie dotyczące zmiany samorządowej ordynacji wyborczej, bardzo mu się nie
podobają. Zresztą niedawno samorządowcy z Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu,
której współprzewodniczącym jest właśnie Uszok, ostro skrytykowali PiS-owski
projekt zmiany tej ordynacji (chodzi o możliwość tzw. blokowania list). - To
jaskrawy przykład koniunkturalnego działania wynikającego z aktualnej oceny
preferencji wyborczych partii politycznych - stwierdzili samorządowcy.

Uszok zapowiedzi szantażowania go przez PiS komentuje krótko: - Kluczowe
inwestycje dla stolicy regionu nie powinny być przedmiotem targów
politycznych. Powinny zależeć jedynie od rzetelnych i merytorycznych
argumentów.

Śląski senator Kazimierz Kutz: - To zwykły polityczny szantaż. Rzeczywiście
Uszok jest jedynym wiarygodnym kandydatem na prezydenta. Stroni od partii i
powinien się tego trzymać. Im bardziej będzie niezależny, tym więcej osób
będzie go popierać i więcej dobrego będzie mógł zrobić dla Katowic.
Zachowanie działaczy PiS wcale mnie nie dziwi. Oni uważają, że państwo jest
ich własnością i chcą upartyjnić również samorządy. One jednak powinny być
własnością obywateli, a nie partii.




Temat: Milan Subotić i Gazeta Polska
Kto naprawedę ujawnił współ pracwnika i gpospalił
wirtualnemedia.pl

Prasa / Dziennikarze

Doszło do złamania tajemnicy"
10.10.2006

Przewodniczący sejmowej komisji ds. służb specjalnych Marek Biernacki
poinformował, że złożył w warszawskiej prokuraturze okręgowej zawiadomienie o
popełnieniu przestępstwa przy ujawnieniu informacji o współpracowniku WSI.
REKLAMA
Jingielek.com - Spot od 65 PLN?? Jingiel od 35?? To Możliwe!
→ Dodaj swoją reklamę!

VTrip.pl - Last Minute! Egipt, Tunezja, Kreta. Zobacz i zarezerwuj.

W ubiegłym tygodniu "Gazeta Polska" - powołując się na informacje z Komisji
Weryfikacyjnej Wojskowych Służb Informacyjnych - napisała, że sekretarz
programowy TVN Milan Subotić to agent WSI. W poniedziałek "Gazeta Wyborcza"
podała zaś, że według informacji otrzymanych od b. oficera WSI, nazwisko Milana
Suboticia pojawia się w rejestrze źródeł osobowych WSI w latach 90., ale może
chodzić o inną osobę nazywającą się tak samo - o konsultanta komórki WSI przy
polskiej misji wojskowej w Chorwacji.

"Doszło do złamania tajemnicy państwowej. Prokuratura powinna to wyjaśnić" -
powiedział dziennikarzom Biernacki. Jak dodał, chodzi o domniemane ujawnienie
werbunku Suboticia, konsultanta polskiego wywiadu na Bałkanach, w 1993 roku, o
czym pisała "GW".

"Mam nadzieję, że to jest błąd dziennikarski. Mam nadzieję, że zdajecie sobie
sprawę, co by się stało, gdyby naprawdę zostało ujawniona agentura polska czy
osoba współpracująca. W znaczeniu międzynarodowym szafa Lesiaka jest przy tym
mała" - dodał Biernacki.

W zawiadomieniu Biernackiego, którego kopię we wtorek po południu otrzymała,
pisze on, że "ujawnienie danych osób, które udzieliły pomocy polskim służbom w
zakresie wykonywania przez nich czynności operacyjno-rozpoznawczych, w opinii
sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych może spowodować istotne zagrożenie dla
podstawowych interesów RP dotyczących obronności i bezpieczeństwa".

Koordynator ds. służb specjalnych Zbigniew Wassermann powiedział, że najlepszym
sposobem na rozwiązanie sprawy Suboticia byłaby zmiana prawa.

"Ustawa o ochronie informacji niejawnych jest wyraźnie nastawiona na utajnienie.
Czasami proces odtajnieniowy ma takie samo znaczenie jak utajnienie. Jeśli coś
jest groźne dla bezpieczeństwa państwa i dlatego się utajnia, to może być tak,
że fakt nieujawnienia jest groźny dla państwa, a ustawa tego nie przewiduje" -
dodał Wassermann.

Biernacki zwrócił się też do szefa MON Radosława Sikorskiego o przedstawienie
wszystkich spraw wszczętych podczas likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych i
nieprawidłowości, które wystąpiły w tych służbach. "Tak, abyśmy wiedzieli czy
afery są, czy ich nie ma" - powiedział.

3 października rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Maciej Kujawski mówił
odnosząc się do ujawnienia w "Gazecie Polskiej" nazwiska Suboticia, że zajmie
się sprawą, jeśli otrzyma odpowiednie zawiadomienie; w tym kontekście Kujawski
wymieniał MON jako podmiot, który mógłby zawiadomić prokuraturę.

Ustawa ze stycznia 1999 r. o ochronie informacji niejawnych stanowi, że
informacje niejawne, stanowiące tajemnicę państwową, podlegają ochronie przez
okres 50 lat od daty ich wytworzenia. Art. 25 ust. 2 tej ustawy stanowi:
"Chronione bez względu na upływ czasu pozostają: 1) dane identyfikujące
funkcjonariuszy i żołnierzy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencji
Wywiadu, Służby Kontrwywiadu Wojskowego, Służby Wywiadu Wojskowego i Centralnego
Biura Antykorupcyjnego oraz byłego Urzędu Ochrony Państwa i byłych Wojskowych
Służb Informacyjnych - wykonujących czynności operacyjno-rozpoznawcze; 2) dane
identyfikujące osoby, które udzieliły pomocy w zakresie czynności
operacyjno-rozpoznawczych organom, służbom i instytucjom państwowym uprawnionym
do ich wykonywania na podstawie ustawy".

Za ujawnienie tajemnicy państwowej grozi do 5 lat więzienia.
autor artykułu: pap-:kk
Przyy takim postępowaniu i wykorzystaniu zgaduj zgsduld żaden wsółpracownik nie
jest bezpieczny.
Dotyczy to bowiewm lidzi,którzy oficjalnie otrzymali takie dane ale z
uprzedzeniem o odpowiedzialności.Dla pracownikóóóow jest to rzecz podstawowa
ipowinni zdaweać sobie z tego sprawę.Zarówno WSI jak i UOP MAJą ZAPEWNIć
BEZPIECZEńSTWO KRAJU I JEGO OBYWATELI A NIE BYć URZęDAMI POWSZECHNRGO BRAKU
ZAUFANIA z powodu wzajemnych animozji.
taki stan to brak informacji ze względu na strach przed dekonspiracją a co za
tym idzie osłabienie i narażebie na niebezpieczeństwo samego kraju.CCChodzi
bowiem o te informacje,które dotyczą zagrożeżeń dls niego s nie walki
politycznrj gdzie wykorzystywane są dla celów propagandowych a przez
partie-populistycznych.
Pozdrawiam
Kir





Strona 3 z 3 • Zostało znalezionych 89 wyników • 1, 2, 3
Szablon by Sliffka